niedziela, 27 września 2015

lubię robić prezenty. a najbardziej lubię robić prezenty dla ludzi, których lubię:D wtedy najczęściej pomysły od razu same całą gromadą wpadają do głowy, a praca idzie jakoś tak lekko i przyjemnie. wręczając handmadowy drobiazg mam wrażenie, że daję coś więcej niż pierwszy lepszy sklepowy bibelot i mam nadzieję, że ludzie, których obdarowuję też myślą podobnie.

a poza tym mam brzydki nawyk zapowiadać obdarowywanym, że jeśli prezent się nie spodoba, to zabieram z powrotem:D to zwykle skłania nawet introwertyków do okazywania entuzjazmu:P

okrągłe urodziny (18!) Siostry Lepszego Pół to dobra okazja, żeby wreszcie powyciągać z zakamarków sterty przydasiów (a potem udać się do sklepu i dokupić drugie tyle) i pobudzić nieco pokłady kreatywności. uradziliśmy razem, że Siostra z pewnością cierpi w skrytości wklejając ulubione przepisy do zwykłego zeszytu, więc jej życie stanie się lepsze, jeśli będzie mieć śliczny, mięciusi i obszeeeerny przepiśnik.
ostatecznie zrezygnowałam z oklejania zeszytu. segregator jest zdecydowanie bardziej perspektywiczny:)

schody zaczęły się w momencie, kiedy wpadłam na pomysł, żeby zawartość przepiśnika była podzielona na kategorie. same ich nazwy zostawiłam do uzupełnienia (bądź nie) Siostrze, ale przekładki jak by nie było, trzeba było wykonać;) kolejny raz stwierdzam, że ja się na scrapach nie wyznaję i żeby w ogóle się za to zabierać, trzeba mieć jakieś gigantyczne pokłady materiałów, bo inaczej to nie ma sensu;) niemniej jednak chyba nie wyszło najgorzej.


wszystkie te truskaweczki, koroneczki i obrusowo-piknikowe krateczki to chyba moja reakcja obronna przeciw nadchodzącej jesieni i wyraz nostalgii za latem, które jakoś przeleciało między palcami, zanim zdążyłam się nim porządnie nacieszyć. aż trochę żałuję, że całe te pokłady słodyczy, jakby rodem z babcinego słoika z przetworami, pojechały w świat, ale pociesza mnie myśl, że trafiły w dobre ręce. a może kiedyś też zrobię sobie podobny... (aha, akurat:P)