niedziela, 31 maja 2015

pojechałam na Wielkanoc nad morze (no dobra, nad zatokę!) i zginęłam... niestety, mój urlop nie trwał 2 miesięcy, tylko z blogiem jakoś nie było mi po drodze. nie pierwszy raz;)
i nawet nie to, że nic w tym czasie nie dłubałam. coś tam udało się pokończyć, coś pozaczynać, tylko z dokumentacją coś nie banglało. jak w przypadku księżniczkowej spódniczki, przy której okazało się, że Pięciolatka to stworzenie nieobliczalne i jak ciotka myśli, że Pięciolatka na zawołanie będzie mierzyć świeżo otrzymane prezenty i jeszcze, o zgrozo! dać się w nich fotogtrafować, to się ciotka gruuubo myli. nawet jeżeli spódniczka jest księżniczkowa tak bardzo i składa się głównie z tiulu;)
mimo, że sterta rzeczy do pokończenia piętrzy się coraz bardziej, od kilku dni chodziło za mną uszycie czegoś małego i słodkiego. taki szybki projekcik na poprawę nastroju. przypomniało mi się, że chyba kiedyś się deklarowałam, że czelendż, że pluszaki co miesiąc szyć będę... z ręką na sercu przyznaję, że zeszły miesiąc nawaliłam, więc szybciutko zajrzałam do Choly Knight i znalazłam wykrój Guntera z Adventure Time. tak się składa, że w życiu tej kreskówki na oczy nie widziałam, ale pingwin to pingwin, a jak wiadomo, dobry pingwin nie jest zły;P trochę mnie poniosło i ani odrobinę nie zdziwił mnie efekt końcowy, który odbiega dość mocno od pierwowzoru, ale jak już zostało wspomniane, pingwin to pingwin...:P