sobota, 26 grudnia 2015

Bożonarodzeniowa Amnestia. Możesz zerwać kontakty z przyjaciółmi, nie odbierać telefonów, ignorować e-maile, unikać kontaktu wzrokowego w Tanim Markecie, zapominać o urodzinach, rocznicach i spotkaniach, lecz jeśli pojawisz się w ich domu podczas przerwy świątecznej (z prezentem), mocą nakazu społecznego będą ci musieli przebaczyć i zachowywać się jak gdyby nigdy nic. Przyzwoitość nakazuje, by przyjaźń trwała dalej, bez poczucia winy i wzajemnych oskarżeń. Jeśli dziesięć lat temu w październiku zaczęliście partię szachów, musisz sobie tylko przypomnieć, czyj teraz ma być ruch - albo dlaczego tymczasem sprzedałeś szachy i kupiłeś Xboxa. (Widzicie, Bożonarodzeniowa Amnestia to cudowne zjawisko, ale nie przeskok między wymiarami. Prawa czasu i przestrzeni nadal obowiązują. Nie próbuj jednak wykorzystywać rozszerzania się wszechświata jako wymówki - na przykład, że ciągle chciałeś do nich wpaść, ale ich dom coraz bardziej się oddalał. Takie bzdury nie przejdą. Powiedz po prostu: „Przepraszam, ze nie dzwoniłem. Wesołych świąt”. Potem pokaż prezent. Protokół Bożonarodzeniowej Amnestii nakazuje, by przyjaciel odpowiedział: „Nie szkodzi” i wpuścił cię bez dalszych komentarzy. Tak to się zawsze odbywa).


Christopher Moore "Najgłupszy Anioł"







niedziela, 27 września 2015

lubię robić prezenty. a najbardziej lubię robić prezenty dla ludzi, których lubię:D wtedy najczęściej pomysły od razu same całą gromadą wpadają do głowy, a praca idzie jakoś tak lekko i przyjemnie. wręczając handmadowy drobiazg mam wrażenie, że daję coś więcej niż pierwszy lepszy sklepowy bibelot i mam nadzieję, że ludzie, których obdarowuję też myślą podobnie.

a poza tym mam brzydki nawyk zapowiadać obdarowywanym, że jeśli prezent się nie spodoba, to zabieram z powrotem:D to zwykle skłania nawet introwertyków do okazywania entuzjazmu:P

okrągłe urodziny (18!) Siostry Lepszego Pół to dobra okazja, żeby wreszcie powyciągać z zakamarków sterty przydasiów (a potem udać się do sklepu i dokupić drugie tyle) i pobudzić nieco pokłady kreatywności. uradziliśmy razem, że Siostra z pewnością cierpi w skrytości wklejając ulubione przepisy do zwykłego zeszytu, więc jej życie stanie się lepsze, jeśli będzie mieć śliczny, mięciusi i obszeeeerny przepiśnik.
ostatecznie zrezygnowałam z oklejania zeszytu. segregator jest zdecydowanie bardziej perspektywiczny:)

schody zaczęły się w momencie, kiedy wpadłam na pomysł, żeby zawartość przepiśnika była podzielona na kategorie. same ich nazwy zostawiłam do uzupełnienia (bądź nie) Siostrze, ale przekładki jak by nie było, trzeba było wykonać;) kolejny raz stwierdzam, że ja się na scrapach nie wyznaję i żeby w ogóle się za to zabierać, trzeba mieć jakieś gigantyczne pokłady materiałów, bo inaczej to nie ma sensu;) niemniej jednak chyba nie wyszło najgorzej.


wszystkie te truskaweczki, koroneczki i obrusowo-piknikowe krateczki to chyba moja reakcja obronna przeciw nadchodzącej jesieni i wyraz nostalgii za latem, które jakoś przeleciało między palcami, zanim zdążyłam się nim porządnie nacieszyć. aż trochę żałuję, że całe te pokłady słodyczy, jakby rodem z babcinego słoika z przetworami, pojechały w świat, ale pociesza mnie myśl, że trafiły w dobre ręce. a może kiedyś też zrobię sobie podobny... (aha, akurat:P)

niedziela, 31 maja 2015

pojechałam na Wielkanoc nad morze (no dobra, nad zatokę!) i zginęłam... niestety, mój urlop nie trwał 2 miesięcy, tylko z blogiem jakoś nie było mi po drodze. nie pierwszy raz;)
i nawet nie to, że nic w tym czasie nie dłubałam. coś tam udało się pokończyć, coś pozaczynać, tylko z dokumentacją coś nie banglało. jak w przypadku księżniczkowej spódniczki, przy której okazało się, że Pięciolatka to stworzenie nieobliczalne i jak ciotka myśli, że Pięciolatka na zawołanie będzie mierzyć świeżo otrzymane prezenty i jeszcze, o zgrozo! dać się w nich fotogtrafować, to się ciotka gruuubo myli. nawet jeżeli spódniczka jest księżniczkowa tak bardzo i składa się głównie z tiulu;)
mimo, że sterta rzeczy do pokończenia piętrzy się coraz bardziej, od kilku dni chodziło za mną uszycie czegoś małego i słodkiego. taki szybki projekcik na poprawę nastroju. przypomniało mi się, że chyba kiedyś się deklarowałam, że czelendż, że pluszaki co miesiąc szyć będę... z ręką na sercu przyznaję, że zeszły miesiąc nawaliłam, więc szybciutko zajrzałam do Choly Knight i znalazłam wykrój Guntera z Adventure Time. tak się składa, że w życiu tej kreskówki na oczy nie widziałam, ale pingwin to pingwin, a jak wiadomo, dobry pingwin nie jest zły;P trochę mnie poniosło i ani odrobinę nie zdziwił mnie efekt końcowy, który odbiega dość mocno od pierwowzoru, ale jak już zostało wspomniane, pingwin to pingwin...:P

piątek, 3 kwietnia 2015

Kurczakodo z Parapetonu

dziś przedstawiam małego, dzielnego kurczaka, który niczym znany i lubiany hobbit, wyrusza ze swojego zielonego domku na parapecie na wielką przygodę. czeka go bardzo odpowiedzialne zadanie - musi upilnować pisanki w wielkanocnym koszyczku. powinien mu towarzyszyć jeszcze wierny druch - Samkur (jak w marcowym projekcie Choly Knight), ale zaginął w akcji...


w tym roku wyjątkowo nie piszę na ostatnią chwilę (i piszę w ogóle, wow!) (choć jak zawsze w biegu...;), więc ze stosownym wyprzedzeniem, mogę pożyczyć wszystkim takich świąt, jakie sobie wymarzycie:) ja już jakiś czas temu zadbałam o to, by moje właśnie takie były!

sobota, 28 marca 2015

rude słodkości

przyznaję bez bicia - ostatnio katowałam wykrój na ktula. w którymś momencie trzeba było powiedzieć sobie... hmm.. no może nie "basta", bo za bardzo lubię maleństwa z mackami, ale stanowcze "czy byłaby pani tak uprzejma i chociaż na chwilę zajęła się czymś mniej przedwiecznym?";)
nie byłabym sobą, gdybym na stronie, z której pozyskałam jeden tak fajny wykrój, nie pogrzebała głębiej. wśród całej masy fantastycznych rzeczy, wypatrzyłam monthly crafting challenge. natychmiast się zapisałam i mam zamiar dzielnie wykonać każdy projekt. niestety, nie załapałam się na styczniowy pattern, przedstawiam za to pluszaka z lutego:) skrojone czekają już groszko-kurczaki z marca:) 

lisko-muffinka sprezentowałam koleżance. rudy drobiazg od rudzielca dla rudzielca:)

wtorek, 3 marca 2015

do lata na boso będę szła

też Was męczy ta niby-zima? tak bardzo chciałabym pochować już ciepłe buty i ciężkie płaszcze. jestem gotowa rozstać się nawet z moim ulubionym fioletowym kominem, byle już tylko przyświeciło słoneczko, zazieleniła się trawka i zaczęła się wiosna. taka prawdziwa. a nie takie nie wiadomo co, stanowiące całkiem niezłą kontynuację ostatnich nijakich miesięcy.
na fali tęsknoty za bardziej przyjaznymi okolicznościami przyrody, przypomniało mi się, że dawno dawno temu uszyłam sobie sukienkę, którą jeszcze się nie pochwaliłam. bardzo to dziwne, bo pin-upowa kiecka w groszki marzyła mi się chyba ze dwa lata, potem była noszona tak intensywnie, że obecny kolor  pierwotnym nie ma już wiele wspólnego, udało mi się nawet foty "na ludziu" ustrzelić, a notka jakoś bardzo mi się nie kleiła... najwidoczniej materiał musiał swoje odleżeć, a i ja po kilku miesiącach dużo przychylniejszym okiem patrzę na wyniki groszkowej "sesji";) może to ta tęsknota za ciepłymi, długimi dniami...?





niedziela, 15 lutego 2015

w mackach szaleństwa

oszalałam na punkcie ktulowego wykroju! a pewna moja koleżanka od lat już szaleje za wielkimi przedwiecznymi;) cóż więc innego mogłam jej sprezentować, kiedy wyruszała wywracać do góry nogami świat australijskiej nauki?;)

i nie jest to moje ostatnie słowo w temacie tyciKtuli!
:D

niedziela, 4 stycznia 2015

już-nie-taki-tyci ktul

pewna młoda dama bardzo chciała wygrać w totka. niby nic niezwykłego, każdy chce. ale ten przypadek był szczególny. ludzie zapytani o co, co zrobiliby z wygranym milionem odpowiadają zwykle, że podróż dookoła świata, że dom,  że samochód, inwestycje, czy własny biznes. ta konkretna młoda dama natomiast chciała polecieć do Stanów... żeby kupić pluszowego Cthulhu;)
jak to jest z losowaniami lotto, wszyscy wiedzą. ludzkość opracowała już niejedną spiskową teorię:D wygrać nijak się nie da, a na pewno jest bardzo bardzo trudno. sprawa wydawała się skazana na porażkę. w tym dramatycznym momencie wkracza szyjąca ciocia. czyli ja;)

szycie nie obyło się bez przygód. albo ciąży nade mną jakieś fatum, albo kupienie zielonego minky, czy chociaż czegoś podobnie miłego w dotyku, graniczy z cudem. w końcu udało się coś upolować, ale mimo, że aukcję na wiadomym portalu oglądały 3 osoby, to żadnej nie udało się doczytać, że tkanina ma włos długości prawie 3 cm;) tak powstał najbardziej kudłaty ktul, jakiego kiedykolwiek miałam okazję dłubać. przyjmijmy roboczo, że on po prostu właśnie wynurzył się z morskiej toni i pokrywają go glony. to powinno mu dodać trochę plugawości i bluźnierczości;)


"patrzcie jaki jestem wielki i przedwieczny!"

"nie znacie dnia ani godziny, w której zjem wasze dusze!"

"a tak wyglądam od.. zadniej strony" ;)

i na koniec fota z bakstejdżu;) starcie gigantów - kto kogo pożre pierwszy?

wykrój na ktula pochodzi stąd :)