środa, 12 listopada 2014

ręczne szycie skraca życie

w sumie to nie jestem do końca przekonana co do słuszności tej tezy;) mnie szycie w rękach baaardzo relaksuje i sprawia, że świat wokół zwalnia na chwilę. lubię te momenty, kiedy wymoszczona między poduchami, łączę kolejne kawałki tkanin w rytm miarowego odgłosu przeciąganej nitki, z kubkiem herbaty z miodem pod ręką i jakąś przyjemną muzyką w tle.

tak mniej więcej skończył się dla mnie długi weekend. zmogło mnie jakieś przeziębienie, więc cały wtorek postanowiłam przeleżeć pod kocem. no ale jak tak, z pustymi rękami? ostatecznie dzięki paskudnemu wirusowi udało mi się przetestować kolejny kucykowy wykrój. tak powstało moje nowe maleństwo - od kopytka do kopytka ma tylko 15cm i jak już wspomniałam, jest w całości szyte ręcznie. jestem szalenie zadowolona z efektu, a samo szycie sprawiło mi mnóstwo frajdy. zaryzykowałabym nawet twierdzenie, że wpłynęło bardzo pozytywnie na proces walki z choróbskiem. zaraz obok hektolitrów herbatki z miodem;)



ps. jest nawet szczątkowa ilość filcu! chyba powinnam wreszcie zmienić nazwę bloga...


wykrój na kucyka pochodzi stąd

niedziela, 9 listopada 2014

takie skarby!

jestem typem ludzia, którego cieszą drobiazgi. i uwielbiam bazary, pchle targi i wszelkiej maści jarmarki, gdzie na małych straganikach, albo po prostu na rozłożonych plandekach wyszperać można cuda. czasem naprawdę perełki, czasem rzeczy tak głupie, że aż rozczulające:) (do tej pory przeżywam mikołajowy zaprzęg z lampek w 3D, taki na wypasie, z Mikołajem i czterema reniferami, na który trafiłam na pierwszym roku na nieistniejącym już targowisku na Niskich Łąkach, czy pluszową girlandę z kotów, którą widziałam podczas pierwszej wizyty na giełdzie w Lubinie. i żadnej z tych rzeczy nie kupiłam! rozpaczam do tej pory T.T) na szczęście najczęściej mam na tyle zdrowego rozsądku, żeby nie kupować każdego klamota, który wpadnie mi w oko. dzisiaj jednak nie udało mi się powstrzymać i zanabyłam drogą kupna taką oto skrzyneczkę:


pudełko już samo w sobie jest superanckie, bo jest przecież na nim "Straż nocna", ale zastanawiałabym się pewnie dłużej nad zainwestowaniem w nie dyszki, gdybym nie odkryła zawartości:


ta-dam! takie cuda:) zawsze jak widzę ogrom nitek we wszystkich kolorach tęczy, to jakoś tak wzbiera we mnie chęć na dłubanie. wypada więc na to, że kupiłam sobie pudełko motywacyjne!:D no, to jeszcze jedna fotka i lecę dłubać, bo pluszaki same się nie uszyją:)



ps. po wywróceniu pudełka do góry dnem, okazało się, że jego pierwotną zawartością były jakieś słodkości marki haribo. też fajnie! jestem pewna, że puzderko zostanie przyborniczkiem krawieckim, ale to wcale nie oznacza, że nie zawieruszą się w nim czasem jakieś niespodzianki na "podniesienie cukru", żeby się lepiej pracowało...;)