sobota, 18 października 2014

nie ma, że boli

jak człowiek dostaje zadanie uszycia urodzinowego kucyka dla najlepszej koleżanki 4-letniej właścicielki wymiąchanej już nieźle Rarity (w czym przyjaciółka, z tego co wiem, też miała swój poważny udział), to nie ma, że boli, trzeba szyć;) całe szczęście, że udało się wynegocjować Pinkie Pie zamiast Rainbow Dash (jestem pewna, że wszystkie mamy dziewczynek w pewnym wieku bardzo dobrze wiedzą, o kim mowa;) ), bo czas na realizację jakoś dziwnie drastycznie się kurczył, a data urodzin przesunęła się jakby o miesiąc...;P bardzo fartownie szycie zbiegło się też z przeprowadzką, więc kuriozalne pokłady kłaczków (które na pewno jeszcze przez co najmniej pół roku będą wyłazić gdzieś spod podłogi, zza szafy i innych zakamarków) zostawiłam w spadku kolejnym lokatorom. naprawdę, zupełnie nie rozumiem, jak z takiego małego kuponika tkaniny może się tyle obsypywać... :D

dostałam cynk, że kucyk na imprezie zrobił szał, jak to zwykły ostatnio mówić przedszkolaki;) więc misję uważam za zakończoną sukcesem.







a wykrój na kuca pochodzi stąd

2 komentarze:

  1. Ty szalona kobieta musisz być, że Ci to tak elegancko wyszło :) No ja jestem pod wrażeniem :) szacun

    OdpowiedzUsuń