poniedziałek, 9 grudnia 2013

pora odkurzyć pajęczyny, oby raz na zawsze

drobne (lub trochę większe) sukcesy zawsze doskonale motywują do dalszej pracy. w myśl tej zasady, powinnam wkrótce pojawiać się tu trochę częściej. efekt mojej ostatniej dłubaniny, którym pragnę się dziś pochwalić, jest dla mnie podwójnie satysfakcjonujący - po pierwsze, wreszcie, po kilku miesiącach posuchy, udało mi się zrobić coś, z czego jestem naprawdę bardzo bardzo zadowolona i obyło się to bez gigantycznych komplikacji; a po drugie, tyle radości z mojego tworka chyba jeszcze u nikogo nie widziałam:)))

chrześnica mojej lepszej połówki ma 4 lata i bzika na punkcie my little pony. wymyślenie prezentu mikołajkowego dla niej nie było trudne..;) problem pojawił się później i trochę wstyd mi o tym pisać publicznie... ale co tam! chcąc popodglądać jak te kucyki właściwie wyglądają, puściłam sobie pierwszy odcinek. a potem drugi (bo przecież w pierwszym zostaje niewyjaśniona sprawa kryształów harmonii), trzeci (bo czemu nie), czwarty... i tak wsiąkłam;) 
30 odcinków później pluszowa Rarity była skończona i gotowa do drogi. szalenie trudno było mi się z nią rozstać, ale reakcja Natalki zrekompensowała ból rozłąki. poza tym w planach mam już pluszową Fluttershy.
...dla siebie:D






w takim opakowaniu Rarity pojechała do nowego domu:

okazało się, że uśmiechnięty karton był strzałem w dziesiątkę i momentalnie stał się domkiem dla konika. trzeba go było wymościć podusią i kocykiem (wprawne oko zauważy na nim Pinky Pie i Twilight Sparkle), ułożyć kucyka do spania a potem przykryć pokrywką, żeby nie zmarzł (bo wtedy zacząłby kichać!). 

a na koniec taki obrazek czystej dziecięcej szczęśliwości. do pozazdroszczenia, nie?:)


wykrój na kucyka znalazłam tu :)