sobota, 30 marca 2013

świątecznie

choć za oknem bez zmian, życzę wszystkim pogodnych świąt:)

ten kwitnący w tle grudnik jest trochę niepokojący, ale ja wciąż wierzę w nadejście wiosny... no dobra, żeby chociaż śnieg nie padał;)

niedziela, 24 marca 2013

jeszcze żyję!

z zimą wiadomo jak jest - zimno, ciemno, nic się nie chce, foty nie wychodzą i najlepiej byłoby te kilka miesięcy przespać;) taki właśnie miałam plan. ale wiosna nijak nadejść nie chce, a o mnie już się co niektórzy zaczynają dopytywać (kochani <3 ^^), więc dementuję ewentualne plotki - nie umarłam, nie porzuciłam blogowania, ot tak, jakoś się nie składało...;) ale obiecuję poprawę!

dzisiaj tak trochę wszystko i nic, same zaległości;)

na początek kosmetyczna-wyzwanie. moja koleżanka ma koleżankę. z gatunku Tych Specjalnych:) jeszcze w zeszłym roku zostałam poproszona o wykonanie prezentu urodzinowego. dowiedziałam się, w telegraficznym skrócie, że przyjaciółka jest z rodzaju kobiet wyzwolonych, a nad lazurowe morza i piaszczyste plaże, zdecydowanie przedkłada lodowce i skandynawskie krajobrazy. ponadto kosmetyczka miała być kompaktowa i mieścić niezbędne w podróży przybory.

 kosmetyczka jest nie za duża, nie za mała. rączki uplotłam na bardku, sznureczek, którym obszyłam brzeg, zmotałam na palcach. w środek wmontowałam podszewkę w kolorze, którego nie pamiętam, ale wszystko trzymało się chłodno-skandynawskich klimatów:)

skoro już jesteśmy przy szyciu, to hurtem pochwalę się dwoma spódniczkami, uszytymi gdzieś w międzyczasie. jako modelka, znana już z poprzedniej notki Eliza. 


w folkowej spódnicy przelatałam kawał lata i tyle jesieni, na ile pogoda pozwoliła. piękną kwiatową zasłonkę, z której powstała, dorwałam oczywiście w second handzie za jakieś grosze. to ciuch o najwyższym współczynniku ceny dodatków do ceny materiału... jakieś 10 czy 12:1 XD

z kolei ten materiał to "skutek uboczny" zakupu tkaniny na retro sukienkę (o której może następnym razem). leżał sobie taki samotny metr... jak można było go nie przytulić?^^  śliczne błękitne guziczki sprezentowała mi natomiast babcia K., dokładnie w dniu tkaninowych zakupów. od razu wiedziałam, gdzie wylądują:)

żeby nie było tak kompletnie bezfilcowo, taki tam pokrowiec:


do następnego! oby szybciej niż ostatnio i już w bardziej wiosennych okolicznościach przyrody:)