wtorek, 25 grudnia 2012

uuuf, wygląda na to, że zdążyłam zajrzeć tu jeszcze przed końcem świąt, pomiędzy rodzinnymi obiadkami i innymi świątecznymi obowiązkami (jak otwieranie prezentów, oglądanie Kevina i objadanie się sernikiem :D)
w trzech słowach: wesołego końca świąt!:D i żeby poświąteczna ciąża spożywcza nie doskwierała Wam za bardzo:)


no, to lecę oglądać Indianę Jonesa w towarzystwie K., futrzaka i cynamonowej herbaty:)

sobota, 8 grudnia 2012

kobieta zmienną jest...

...i czasem nie może się zdecydować, czy pisać notkę, czy może jednak nie. historia dzisiejszej jest długa i burzliwa, bo chciałam, ale się nie składało, a potem jak już miało przyjść co do czego, to w głowie pojawiało się pytanie: "ale po co babo chcesz pisać o czymś sprzed kilku miesięcy?:P"
ostatecznym impulsem stało się wygrane candy, które dopełniło całości opowieści. teraz nie mam wyjścia, absolutnie i definitywnie, muszę się dokształcić i zostać dobrą krawcową!
ale po kolei. dawno dawno temu, czyli gdzieś na przełomie września i października, znany i lubiany w crafciarskim środowisku sklep na eL znów wypuścił do sprzedaży swoje nieocenione maszyny. oczywiście, jak to ja, najpierw zapiszczałam z radości na widok gazetki reklamowej, a potem dopadły mnie wątpliwości. szczęśliwie moja brzydsza połówka podjęła za mnie męską decyzję, uruchomiła tajnego agenta w sklepie na eL po drugiej stronie miasta i w ten sposób piękna Silverka wylądowała na naszym kuchennym stole. chodziłam koło niej, czytałam instrukcję, macałam wszystkie akcesoria i odczyniałam istne rytuały chyba z godzinę, zanim odważyłam się ją włączyć:D (doprowadzając tym K. do szału:P)
recenzować silvercresta nie mam zamiaru, wiele już takich notek napisano, a od siebie mogę dodać tylko tyle, że naprawdę jest tak dobra, jak o niej mówią.
nie był to jednak koniec krawieckich prezentów w przeciągu ostatnich kilku miesięcy. pod koniec października z wielkiej wyprawy do Peru powróciła Sylwia. wracała przez swój rodzinny dom, w którym akurat przetrząśnięta została komórka pod schodami, czy inne równie tajemnicze i zapomniane miejsce. Sylwia zawitała więc do mnie nie tylko z zamówioną alpaką i innymi peruwiańskimi specjałami, ale też z pięknym podobno przedwojennym manekinem (o tak wąziutkiej talii, że prawdopodobnie służył kiedyś jakiejś gorseciarce) i dwiema walizkami szmatków, gałganków, koronków i innych przydasiów;) a wiele z nich bardzo bardzo vintage;)

moja nowa współlokatorka dostała na imię Eliza. 


gdzieś w międzyczasie popsułam swój ulubiony samozwijający się centymetr i musiałam rozejrzeć się za nowym. ostatecznie zaszalałam na ebayu i kupiłam takie cudo za dolca z niewielkim hakiem i darmową przesyłką z Chin;)

a na koniec, dwa tygodnie temu, wygrałam złote candy w Zapomnianej Pracowni. patrzcie, jakie śliczności znalazłam w paczce! 
mi się bardzo podobają, mam już kilka pomysłów co, z czym i jak:D tylko kiedy ja to zrobię? bo, uwaga uwaga, sielski żywot kury domowej się skończył, teraz jestem kobietą pracującą;) 

jak widać, kotu też podobają się moje cukiereczki:D

z ostatnich przyjemności, poza pracą dostałam też wyróżnienie od Olgi. nawet sobie nie wyobrażacie jak miło mi się zrobiło ^^
do wyróżnienia dołączony był zestaw pytań, na które chętnie odpowiem, ale niestety nie przekażę zabawy dalej, bo totalnie wypadłam z obiegu i zamiast wymyślać komu, za co i czego chciałabym się dowiedzieć, wolę, prawdę mówiąc, ponadrabiać zaległości na wszystkich cudownych blogach, które ostatnio śledzę niestety mniej uważnie:(

1. Globalnie czy lokalnie?
lokalnie, kameralnie i zdecydowanie indywidualnie:)
2. Ekstrawertyczka czy introwertyczka?
kiedy tylko mogę sobie na to pozwolić, to zdecydowanie ekstrawertyczka
3. Rozum czy serce?
najczęściej (nie)stety to drugie;P
4. Góry czy morze?
najpierw w góry, a potem nad morze. najlepiej jakieś ciepłe!
5. Miasto czy wieś?
jestem archetypicznym przykładem mieszczucha. na starość powoli zaczyna mi się marzyć hodowla owiec czy jakichś innych kosmatych kopytnych, hen, daleko w Bieszczadach, ale jak na razie realizacji tych pomysłów nie przewiduję;P
6. Czerwony czy niebieski?
fioletowy!
7. Dzień czy noc?
zawsze marzyłam o tym, żeby być rannym ptaszkiem. nie raz próbowałam. walkę z samą sobą niestety przegrałam i muszę pogodzić się z tym, że jestem 100% nocnym markiem;)
8. Skąd takie Twoje pasje?
z przypadku:D rękodzieło przyplątało się jakoś samoistnie, trochę dlatego, że oglądając wszystkie śliczne rzeczy w sklepikach i na allegro, pomyślałam sobie w końcu "do jasnej anieli, to nie może być trudne!:P", w rekonstrukcji wylądowałam przez chłopa, tango zawróciło mi w głowie po obejrzeniu jakiegoś filmu, którego tytułu do dziś nie mogę sobie przypomnieć, a belly dance miał być alternatywą dla aerobiku. 
9. Co Cię motywuje do życia/działania?
efekty i perspektywy XD
10. Powtarzaj kilkanaście razy "sidelec"
udało mi się pomylić już przy próbie przeczytania tego słowa;P
11. Czym się je zupę? ;)
zupę zaczyna się jeść widelcem, a kiedy skończy się makaron i nikt nie patrzy, to siorbie się ją prosto z miseczki:D


no dobra, tyle chwalenia się, obiecuję, że następna notka będzie bardziej produktywna;)