środa, 8 sierpnia 2012

opakowana

całkiem niedawno do Polski zawitał Carlo, dla którego ponad rok temu głowiłam się jak zrobić pokrowiec na pałeczki (o ten). tym razem, wraz ze swoją uroczą dziewczyną, Marissą, postawili przede mną nowe wyzwanie;) nasi zagramaniczni znajomi robią cuda z aerografem (zdecydowanie odbiegające od księżycowych landszafcików malowanych letnią porą gdzieś na plażach czy rynkach). poproszona zostałam o zrobienie "domków" na zbiorniczki na farbę. nie mam pojęcia, czy ma to jakąś fachową polską nazwę:D w ogóle czułam się trochę jak dziecko we mgle, kolejny raz robiąc opakowanie na coś, o czym nie mam większego pojęcia. szczęśliwie udało się trafić z rozmiarem, a sakieweczki dotarły już do Holandii. po skończonej pracy mam dwa wnioski:
1) zawsze dotąd starałam się unikać powtarzania wzorów. wykonanie dwudziestu (przynajmniej w założeniu) identycznych przedmiotów utwierdziło mnie w przekonaniu, aby unikać tego nadal:D
2) na cokolwiek by nie były, sakieweczki świetnie układają się w wieże, kostki, domki i co tylko komu przyjdzie do głowy...:D to lepsze niż klocki!:P





4 komentarze:

  1. farbki czuja sie komfortowo w takich torebeczkach :)))

    OdpowiedzUsuń
  2. Sprytnie to wymyśliłaś. A te cuda z aerografem są fantastyczne. Zawsze się zastanawiałam kto maluje te wróżkowe ilustracje. Chcę mieć areograf...

    OdpowiedzUsuń
  3. fajny blog, chętnie będę podglądać!

    OdpowiedzUsuń
  4. Akurat weszłam na twój blog, więc nie będę już pisać maila: buty zostały dziś rano wysłane ;) Trzymam kciuki żeby doszły w porę. Pozdrawiam. Ten filcowy kot w nagłówku jest wspaniały!

    OdpowiedzUsuń