niedziela, 26 sierpnia 2012

kot, który dziwił się tulipanom, lub spódnica, która stała się torbą

wszyscy wiedzą, że ekologia jest w modzie, a recykling jest fajny i pozwala opowiadać historie z gatunku "od pucybuta do milionera", czyli taką, jaką dziś chciałabym przedstawić:)
często daję się ponieść "przetwarzalnej fali" i gromadzę, czasem zupełnie bez sensu, różne klamoty z intencją nadania im w bliższej lub dalszej przyszłości (zazwyczaj jednak tej drugiej:P) nowego życia;) stos dziwnych ubrań dostanych-kiedyś-skądś-od-kogoś piętrzył się już naprawdę dłuuugą chwilę za szafą. ostatnio najzwyczajniej w świecie się wysypał. i to był znak:D zrobiłam wreszcie remanent, wywaliłam to, co się naprawdę nie nadawało, wyprułam wszystkie guziki, zamki i inne krawieckie przydasie, a rzeczy o powierzchniach na tyle dużych, by jeszcze je jakoś wykorzystać, równiutko złożyłam na zgrabną kupkę i specjalnie nie schowałam do szafki, by wykorzystać je już-natychmiast. na pierwszy ogień poszła ołówkowa spódnica, która niestety (na szczęście?;P) na zdjęcie przed "operacją" się nie załapała. kilka pruć, kilka cięć, trochę farby i stary, niemodny ciuch, jak bajkowe brzydkie kaczątko, przemienił się w jak najbardziej eko torbę. jako że normalnie nie cierpię szyć pasków, nie mogłam powstrzymać się, by nie wykorzystać gotowego, wyprutego z niegdysiejszej spódnicy.
do kompletu powstała zakładka z tym samym motywem. przeprosinowa;) do pożyczonej książki, którą mój kochany kot postanowił zrzucić z szafki mi na głowę, zaginając okładkę. choć brzmi to jak potwornie marna wymówka, niestety jest prawdą. pamiętajcie, że życie pisze najbardziej zaskakujące scenariusze! :D


 jak wiadomo, koty paczom. tutaj akurat na siebie nawzajem;) 

wtorek, 21 sierpnia 2012

kot, który dąsał się na ryby

moja koleżanka powinna już dotrzeć do Limy, skąd wkrótce uda się wysoko w Andy, w jakieś totalnie odjechane miejsce, wypełnione śladami bytności Inków. mam nadzieję, że przywiezie caaałe mnóstwo zdjęć (albo jeszcze więcej), bo przepotwornie jej zazdroszczę i chciałabym chociaż przeglądając fotki uszczknąć trochę tej atmosfery:D nie zazdroszczę natomiast warunków klimatycznych, w jakich będzie przebywać przez najbliższe dwa miesiące, czyli ponad 30 stopni dziennej amplitudy i wody zamarzającej nocą w kranach...;)

koleżanka zaopatrzyła się w puchowy śpiworek, więc spokojnie przeżyje nocne przymrozki. ja natomiast zaopatrzyłam jej komórkę w ciepłe i mięciutkie ubranko, które powinno zabezpieczyć telefon przed wszelkimi wysokogórskimi niebezpieczeństwami;) a czemu akurat z kotem, który dąsa się na rybę? nie wiem, tak wyszło;P w sumie powinnam chyba była przyozdobić ten pokrowiec alpaką...:D



środa, 8 sierpnia 2012

opakowana

całkiem niedawno do Polski zawitał Carlo, dla którego ponad rok temu głowiłam się jak zrobić pokrowiec na pałeczki (o ten). tym razem, wraz ze swoją uroczą dziewczyną, Marissą, postawili przede mną nowe wyzwanie;) nasi zagramaniczni znajomi robią cuda z aerografem (zdecydowanie odbiegające od księżycowych landszafcików malowanych letnią porą gdzieś na plażach czy rynkach). poproszona zostałam o zrobienie "domków" na zbiorniczki na farbę. nie mam pojęcia, czy ma to jakąś fachową polską nazwę:D w ogóle czułam się trochę jak dziecko we mgle, kolejny raz robiąc opakowanie na coś, o czym nie mam większego pojęcia. szczęśliwie udało się trafić z rozmiarem, a sakieweczki dotarły już do Holandii. po skończonej pracy mam dwa wnioski:
1) zawsze dotąd starałam się unikać powtarzania wzorów. wykonanie dwudziestu (przynajmniej w założeniu) identycznych przedmiotów utwierdziło mnie w przekonaniu, aby unikać tego nadal:D
2) na cokolwiek by nie były, sakieweczki świetnie układają się w wieże, kostki, domki i co tylko komu przyjdzie do głowy...:D to lepsze niż klocki!:P