piątek, 6 lipca 2012

na przekór

nie bijcie. ale ja z dwojga złego, to już wolę jak leje niż jak są takie upały;) pewien antropolog powiedział mi kiedyś, że z moim wyglądem prawdopodobnie mam jakieś wikińskie korzenie i coś w tym chyba jest. maksymalna temperatura, przy której normalnie funkcjonuję to około 25 stopni. nie jest letko;P ale od czego jest lemoniada z dużą ilością lodu i miętowa herbatka?^^ szczęśliwie też popołudniami słońce nie zagląda już na nasz balkon, a nawet całkiem nieźle tam powiewa i obiadki można spożywać w całkiem miłych okolicznościach przyrody, ciesząc się taką małą namiastką "wakacji".
dziś, na przekór upałom, naszyjnik i broszka z deszczowymi chmurkami. ciekawe, czy osobie, która przytuli komplecik, będzie w nim choć ciut chłodniej?^^




ps. a na moim ulubionym "japońskim" blogu można dostać taaaaaakie śliczności:D

2 komentarze:

  1. Ja kiedyś rzekłam: Nie lubię słońca. Lubię deszcz. I przyznaję się do tej opinii będąc zdrową na ciele i umyśle ale czy przy takim upale można jeszcze myśleć racjonalnie? Ja również pochodzę z ludu północy więc może jesteś moją siostrą "wikinią". Kolega zapytał mnie ostatnio "ciocia, a ty to słońce wogóle widziałaś w tym roku?" a ja dzień w dzień z dzieciakami spędzam po kilka godzin na podwerzu jak to dziadek mówił ;)
    Wełniane chmurki są pomysłowe :) u mnie przed chwilą była wspaniała burza i odetchnęłam z ulgą

    OdpowiedzUsuń
  2. zgadzam się z Tobą w całej rozciągłości, ja też nie jestem amatorką upałów, czuje się wtedy jak skwarka na patelni, 25 stopni to maksymalna granica, przy której jeszcze daję rade funkcjonować

    OdpowiedzUsuń