niedziela, 25 marca 2012

sezon urodzinowo-urlopowy uważam za rozpoczęty;)

dzisiaj całe mnóstwo fotek! niestety, filcaki wykłuwane nowym sprzęciorem wciąż jakoś nie mają szczęścia do wykańczania, że o foceniu nie wspomnę. natomiast do łask zdecydowanie wróciła ostatnio maszyna do szycia:)
tradycyjnie z początkiem wiosny rozpoczynamy sezon urodzinowy:) aktualnie jestem gdzieś w połowie tego najintensywniejszego okresu, kilka prezentów już za mną, nie wszystkie niestety jeszcze rozdane, kilka wciąż przede mną. muszę przyznać, że obdarowywanie bliskich mi osób hand-made'owymi drobiazgami sprawia mi wielką frajdę!:) (mam nadzieję, że im też...;P)
no to po kolei. do tej pory wręczone zostały dwie poduchowe pandy. najpierw miała być tylko jedna, ale wyszła tak sympatyczna i tak fajnie się ją robiło, że poszłam za ciosem i powstała druga;P chyba zrobię jeszcze trzecią... dla siebie:D (taaa, jasne, tak samo jak torbę sobie szyję od dwóch lat...)
oto panduszka numer jeden. troszkę zaspana;)
a tu jeszcze in progres. tzn. w trakcie podwieczorkuXD omnomnom
a tu druga panduszka wraz z właścicielką, obie chyba całkiem ucieszone ^^

kolejną rzeczą, która wpadła mi pod maszynę jest moja pierwsza tilda. oj, co ja się z nią miałam;) z braku drukarki, wykrój robiłam na oko, z braku doświadczenia musiałam zrobić dwa... i takie tam tradycyjne przygody. nie mogłam też do końca poszaleć, bo maskota ma trafić dla malutkiej dziewczynki, nie może więc zawierać elementów łatwych do urwania i połknięcia. w ogólnym rozrachunku myślę jednak, że wypada całkiem słodko:)
królisia w całej okazałości
portrecik...
...i zbliżenie na pantalony^^

wraz z sezonem urodzinowym oficjalnie rozpoczęłam sezon urlopowy. po półtora roku udało nam się wreszcie wyjechać na wakacje. spędziliśmy uroczy tydzień w Holandii wraz z naszymi włosko-holenderskimi przyjaciółmi:) nie zwiedziliśmy co prawda za wiele, ale za to wróciliśmy zdecydowanie bogatsi w doświadczenia kulinarne, co wcale nie dziwi, zważywszy, że jednym z naszych współlokatorów był sycylijski kucharz^^ nawiązując bardziej do tematu bloga, wreszcie miałam okazję na żywo zobaczyć "ocieplanie miasta". już kilka razy napatoczyłam się gdzieś na te akcje, słyszałam nawet, że są w Polsce grupy, które się tym zajmują, nigdy jednak nie udało mi się przyobserwować tego "w praktyce". no i proszę! musiałam co prawda pojechać aż do Lejdy, ale udało się! poniżej kilka migawek z podróży:)
a komu udało się dotrwać do końca mojej najdłuższej jak dotychczas notki, ma u mnie muffinaXD

wtorek, 6 marca 2012

skrzynia skarbów

dziś tworków nie będzie. idzie wiosna, więc pora na porządki. a ja już patrzeć nie mogłam na walające się po mieszkaniu reklamówki z czesanką, których ostatnio zaczęło przybywać w jakimś zastraszającym tempie...;) i kurzyło się to to i ewidentnie nieestetyczne było. przyszedł czas, by coś z tym zrobić. przypomniało mi się, że na szafie zalega jeszcze kilka kartonowych pudełek, czekających na poskładanie i wykorzystanie. raz-dwa pozaginałam co trzeba i przepakowałam wełenki z okropnych nieekologicznych toreb do zdecydowanie bardziej eko, choć może nie najpiękniejszego kartonika. na razie musi wystarczyć, chociaż i tak jest lepiej niż było;) oczywiście we wszystkim pomagała mi kocica, która chyba trochę nadziwić się nie mogła, że marnuję takie fajne pudło do spania/drapania/ogólnej destrukcji do jakichś zupełnie absurdalnych celów...;)
przy okazji muszę się pochwalić nowym nabytkiem - super-hiper-wyczesanymi igiełkami, które wczoraj, pośrednio przez Poznań i za uprzejmością Madzi z Craftladies, przyleciały do mnie ze Stanów. najgorsze jest to, że jeszcze nie miałam okazji ich wypróbować! no to Wy tu podziwiajcie jakie są piękne, a ja lecę nakłuwać, żeby następnym razem zdać relacje z ich super-hiper-wyczesaności:D