wtorek, 25 grudnia 2012

uuuf, wygląda na to, że zdążyłam zajrzeć tu jeszcze przed końcem świąt, pomiędzy rodzinnymi obiadkami i innymi świątecznymi obowiązkami (jak otwieranie prezentów, oglądanie Kevina i objadanie się sernikiem :D)
w trzech słowach: wesołego końca świąt!:D i żeby poświąteczna ciąża spożywcza nie doskwierała Wam za bardzo:)


no, to lecę oglądać Indianę Jonesa w towarzystwie K., futrzaka i cynamonowej herbaty:)

sobota, 8 grudnia 2012

kobieta zmienną jest...

...i czasem nie może się zdecydować, czy pisać notkę, czy może jednak nie. historia dzisiejszej jest długa i burzliwa, bo chciałam, ale się nie składało, a potem jak już miało przyjść co do czego, to w głowie pojawiało się pytanie: "ale po co babo chcesz pisać o czymś sprzed kilku miesięcy?:P"
ostatecznym impulsem stało się wygrane candy, które dopełniło całości opowieści. teraz nie mam wyjścia, absolutnie i definitywnie, muszę się dokształcić i zostać dobrą krawcową!
ale po kolei. dawno dawno temu, czyli gdzieś na przełomie września i października, znany i lubiany w crafciarskim środowisku sklep na eL znów wypuścił do sprzedaży swoje nieocenione maszyny. oczywiście, jak to ja, najpierw zapiszczałam z radości na widok gazetki reklamowej, a potem dopadły mnie wątpliwości. szczęśliwie moja brzydsza połówka podjęła za mnie męską decyzję, uruchomiła tajnego agenta w sklepie na eL po drugiej stronie miasta i w ten sposób piękna Silverka wylądowała na naszym kuchennym stole. chodziłam koło niej, czytałam instrukcję, macałam wszystkie akcesoria i odczyniałam istne rytuały chyba z godzinę, zanim odważyłam się ją włączyć:D (doprowadzając tym K. do szału:P)
recenzować silvercresta nie mam zamiaru, wiele już takich notek napisano, a od siebie mogę dodać tylko tyle, że naprawdę jest tak dobra, jak o niej mówią.
nie był to jednak koniec krawieckich prezentów w przeciągu ostatnich kilku miesięcy. pod koniec października z wielkiej wyprawy do Peru powróciła Sylwia. wracała przez swój rodzinny dom, w którym akurat przetrząśnięta została komórka pod schodami, czy inne równie tajemnicze i zapomniane miejsce. Sylwia zawitała więc do mnie nie tylko z zamówioną alpaką i innymi peruwiańskimi specjałami, ale też z pięknym podobno przedwojennym manekinem (o tak wąziutkiej talii, że prawdopodobnie służył kiedyś jakiejś gorseciarce) i dwiema walizkami szmatków, gałganków, koronków i innych przydasiów;) a wiele z nich bardzo bardzo vintage;)

moja nowa współlokatorka dostała na imię Eliza. 


gdzieś w międzyczasie popsułam swój ulubiony samozwijający się centymetr i musiałam rozejrzeć się za nowym. ostatecznie zaszalałam na ebayu i kupiłam takie cudo za dolca z niewielkim hakiem i darmową przesyłką z Chin;)

a na koniec, dwa tygodnie temu, wygrałam złote candy w Zapomnianej Pracowni. patrzcie, jakie śliczności znalazłam w paczce! 
mi się bardzo podobają, mam już kilka pomysłów co, z czym i jak:D tylko kiedy ja to zrobię? bo, uwaga uwaga, sielski żywot kury domowej się skończył, teraz jestem kobietą pracującą;) 

jak widać, kotu też podobają się moje cukiereczki:D

z ostatnich przyjemności, poza pracą dostałam też wyróżnienie od Olgi. nawet sobie nie wyobrażacie jak miło mi się zrobiło ^^
do wyróżnienia dołączony był zestaw pytań, na które chętnie odpowiem, ale niestety nie przekażę zabawy dalej, bo totalnie wypadłam z obiegu i zamiast wymyślać komu, za co i czego chciałabym się dowiedzieć, wolę, prawdę mówiąc, ponadrabiać zaległości na wszystkich cudownych blogach, które ostatnio śledzę niestety mniej uważnie:(

1. Globalnie czy lokalnie?
lokalnie, kameralnie i zdecydowanie indywidualnie:)
2. Ekstrawertyczka czy introwertyczka?
kiedy tylko mogę sobie na to pozwolić, to zdecydowanie ekstrawertyczka
3. Rozum czy serce?
najczęściej (nie)stety to drugie;P
4. Góry czy morze?
najpierw w góry, a potem nad morze. najlepiej jakieś ciepłe!
5. Miasto czy wieś?
jestem archetypicznym przykładem mieszczucha. na starość powoli zaczyna mi się marzyć hodowla owiec czy jakichś innych kosmatych kopytnych, hen, daleko w Bieszczadach, ale jak na razie realizacji tych pomysłów nie przewiduję;P
6. Czerwony czy niebieski?
fioletowy!
7. Dzień czy noc?
zawsze marzyłam o tym, żeby być rannym ptaszkiem. nie raz próbowałam. walkę z samą sobą niestety przegrałam i muszę pogodzić się z tym, że jestem 100% nocnym markiem;)
8. Skąd takie Twoje pasje?
z przypadku:D rękodzieło przyplątało się jakoś samoistnie, trochę dlatego, że oglądając wszystkie śliczne rzeczy w sklepikach i na allegro, pomyślałam sobie w końcu "do jasnej anieli, to nie może być trudne!:P", w rekonstrukcji wylądowałam przez chłopa, tango zawróciło mi w głowie po obejrzeniu jakiegoś filmu, którego tytułu do dziś nie mogę sobie przypomnieć, a belly dance miał być alternatywą dla aerobiku. 
9. Co Cię motywuje do życia/działania?
efekty i perspektywy XD
10. Powtarzaj kilkanaście razy "sidelec"
udało mi się pomylić już przy próbie przeczytania tego słowa;P
11. Czym się je zupę? ;)
zupę zaczyna się jeść widelcem, a kiedy skończy się makaron i nikt nie patrzy, to siorbie się ją prosto z miseczki:D


no dobra, tyle chwalenia się, obiecuję, że następna notka będzie bardziej produktywna;)




wtorek, 13 listopada 2012

wymianki są fajne! cz.3

jakiś czas temu znów miałam okazję wymienić się w cudownym gronie dziewczyn z Crafladies. tym razem tematem były baśnie, legendy i szeroko pojęte fantasy. wylosowano dla mnie Alveaenerle, dla której uszyłam elfią torbę - nieco średniowieczną w kroju, jesienną w barwach. na klapie nafilcowałam smoka (inspirowanego celtyckimi/wikińskimi plecionkami), długi pasek na ramię uplotłam średniowieczną metodą fingerloop, a całość wykończyłam ukochanymi frędzlami:D niestety nie wpadłam na pomysł zrobienia fotki środka, musicie więc uwierzyć na słowo, że podszewka była w pomarańczowo-brązowe kwiatki^^


ja natomiast dostałam prezent od Tobatki. muszę przyznać, że był on bardzo zaskakujący, bo nigdy nie wpadłabym na pomysł kupna, a co dopiero zrobienia sobie łapacza snów. nagle uświadomiłam sobie, że było to właśnie COŚ, czego od dłuższego czasu potrzebowałam:) nie wiem, jak Tobi to zrobiła, ale kolorystycznie idealnie wpasowała się w moją sypialnię! łapacz od razu zawisł na oknie i jak na razie pełni swoją funkcję doskonale - wszystkie okropne i straszne sny odeszły w niepamięć:) moja zdolna craftka tworzy nie tylko piękne rzeczy, ale też doskonale czaruje! 
ode mnie fotka z łapaczem "zadomowionym", po szczegóły zapraszam na bloga Tobatki:)

sobota, 10 listopada 2012

wymianki są fajne! cz. 2

dziś dwa słowa o kolejnej wymiance, przy której zaliczyłam największą wysyłkową wtopę ever;)
kwiatki Kingi zawróciły mi w głowie od pierwszego wejrzenia, po prostu nie dając spać po nocach. po tygodniach udręki, wreszcie odważyłam się zagadać i Kinga w zamian za tyciKtula i broszkę dla mamy zgodziła się wyczarować dla mnie piękną szpilkę złożoną z kwitnących w kwietniu, miesiącu moich urodzin, kwiatów wiśni i opadających kaskadami płatków. choć przesyłka dotarła do mnie już kawał czasu temu - ile razy wyciągam ją drżącymi rękami z pudełeczka, nie mogę się nazachwycać kunsztem i delikatnością tych maleństw.
skoro już jesteśmy przy przesyłce - Warszawa to złe miasto!:P czy naprawdę muszą tam być ulice o tak podobnych nazwach?;) pierwszy raz w życiu (i mam nadzieję, że ostatni) nie sprawdziłam przynajmniej 4 razy adresu i niestety paczka poleciała na ulicę podobną, ale jednak nie tą samą...;) szczęśliwie po kilku dniach wróciła do Wrocławia i mogła kolejny raz wyruszyć w podróż do stolicy - tym razem zakończoną sukcesem.
bardzo chciałam uwiecznić się w jakiejś para-gejszowej stylizacji ze szpilką w roli głównej, ale obawiam się, że przed kwitnieniem sakury chyba się nie uda;P z braku słońca, pięknych okoliczności przyrody i fotografa. a że dłużej już nie wytrzymam, to fotka ot, taka na pocieszkę, na anezikowym puzderku i z kocim noskiem:)

pakiecik dla Kingi, nieco poszerzony, bo samotny ktul i broszka to zdecydowanie za mało w zamian za takie precjoza:D
czyż nie jest piękna?^^

piątek, 2 listopada 2012

jak zawsze spóźniona, czyli nie ma nic straszniejszego na halloween niż Timon i Pumba

sądząc po tym, co widnieje już na sklepowych półkach i wszelkiej maści crafciarskich stronach, halloween minęło bezpowrotnie przynajmniej sto lat temu, a Boże Narodzenie nadejdzie za dzień, no, góra dwa;) a ja jestem jednak trochę zacofana i dopiero dziś pochwalę się jak wystroiłam moich ulubionych barmanów z ulubionego pubu:D
pomysł pojawił się bardzo dawno temu, rozmowy o kostiumach zaczęły się ponad rok temu, dwa tygodnie przed halloween padła ostateczna decyzja - szyjemy! mimo wielkiej chęci przebieranek, panowie upierali się, że absolutnie żadnych zdjęć nie będzie, a jeśli już się pojawią, to nie ma najmniejszej opcji, żeby wypłynęły na szerokie wody internetu, pod groźbą zakazu wstępu do knajpy... jak widać, nie wyszło:D i dobrze, bo wyglądają cudownie!

koszulkę Filipa pięknie wymalowała Kasia, a zdjęcia wykonał Wojtek Nerad.




wtorek, 16 października 2012

wymianki są fajne! cz. 1

no to kontynuujemy nadrabianie zaległości;) dziś bardzo krótko o wymiance z Jóśką - Jóśka miała do oddania śliczną chustę, która idealnie pasuje na co dzień i na wypady w XVII wiek, a ja przytuliłam ją z wielką radością w zamian za szydełkowiec:D
nie przedłużając (mówiłam, że dziś krótko;P) - fotki!

pokrowiec na szydełka z frontu...

...z płaska;)...

...ze środka...

...i z narożnika:D



a oto cudo, które przyleciało na skrzydłach nieocenionej PP od Jóśki:)
a fotka kradz... yyy... pożyczona od autorki chusty:D

ps. a wiecie ile pasmanterii trzeba obejść, żeby dostać we Wrocławiu wąską fioletową bawełnianą tasiemkę? SIEDEM! 

środa, 3 października 2012

cthulucha

powiem otwarcie - kocham poduchy. szyć, miętosić, wysiadywać, obkładać się nimi... XD zasypiam w zasadzie na... pięciu (a budzę się na jednej, totalnie uklepanej i nigdy nie wiem, jak to się dzieje). trudno mi zatem było uwierzyć, że istnieją ludzie, którzy ewidentnie cierpią na deficyt poduszek. mając w perspektywie weekendową wizytę u takiej właśnie osoby, nie mogłam chyba wymyślić bardziej odpowiedniego prezentu;)

kiedy K. zobaczył ktuluchę, zaczął krzyczeć, że Cthulhu w gaciach w serduszka to jego pomysł, trademark etc etc i chcąc-nie chcąc uznać musiałam, że to wspólny prezent od nas :D

piątek, 28 września 2012

co dwie pary rąk, to nie jedna

dziś prezentować będę efekty współpracy z moją zdolna koleżanką Monią (mam kilka zdolnych koleżanek, ale wszystkie są gnuśne i leniwe, nie mają swoich blogów, więc ktoś musi się w tym internecie za nie chwalić, co nie?;P), która fantastycznie haftuje totalnie odjechane rzeczy, żywcem wyjęte z XVII wieku. tym razem co prawda zabrała się za coś zdecydowanie współczesnego, ale też wyszło jej bardzo fajnie!
ale po kolei... Monia kilka lat temu (2008? 2009?) obiecała córkom naszych wspólnych znajomych haftowane torby. jaki mamy rok wszyscy wiedzą:D i gdzieś właśnie na jego początku dostałam haftowanki do wykończenia i zmontowania z nich torebek. szczęśliwie, choć przez ten czas dziewuchy trochę wyrosły, nie zmieniły zainteresowań aż tak bardzo i prezenty przypadły im do gustu:) a jako że ostatniego szyjątka pozbyłam się całkiem niedawno, to dopiero teraz mogę upubliczniać.

konik dla Karolinki
Garfield dla Zuzi

z tego, co się zorientowałam, to nie będzie nasze ostatnie słowo w tej kwestii! kolejne córki znajomych czekają! :D

sobota, 22 września 2012

na straganie w dzień targowy

zapuściłam ostatnio bloga strasznie, szczególnie biorąc pod uwagę ile mam do pokazania, ale już się poprawiam:) na pierwszy rzut krótkie wspominki z Lubiąża. 1.09. miała tam miejsce kolejna edycja znanego i lubianego oblężenia klasztoru. już od dawna planowaliśmy wyjazd na tą imprezę, aczkolwiek w celach wyłącznie towarzyskich. w ostatniej chwili sprawy potoczyły się tak, a nie inaczej, w związku z czym miałam okazję pierwszy raz wystawić kramik:) nie napiszę, że "z prawdziwego zdarzenia", bo baaardzo się to minie z rzeczywistością;P raczej dość spontaniczny i improwizowany. niewielu turystów odważyło się spróbować nie tak skomplikowanej ani tajemnej sztuki plecenia sznurków i krajek. niemniej jednak z tymi odważniejszymi fajnie było pogadać i wspólnie poplątać:)
w przyklasztornym "ogródku" udało mi się spotkać z Anez, z którą chyba w maju umówiłam się na wymiankę. dostałam śliczne pudełko z secesyjnym jednorożcem, a w zamian ufilcowałam dla niej miniaturkę jej pupila. niestety, moja wrodzona zdolność do "wysładzania" wszystkiego zdecydowanie utrudniła mi oddanie jego demonicznego charakteru:P
plecieeemyyy... 
...i wyplotłyśmy podwiązki:)
to moje piękne pudełko
a to Salem:)

zdjęcia ze straganu cykał K., natomiast Salema i jednorożca uwieczniła Anez. a ja się lenię i nie lubię robić fotek, o!

niedziela, 26 sierpnia 2012

kot, który dziwił się tulipanom, lub spódnica, która stała się torbą

wszyscy wiedzą, że ekologia jest w modzie, a recykling jest fajny i pozwala opowiadać historie z gatunku "od pucybuta do milionera", czyli taką, jaką dziś chciałabym przedstawić:)
często daję się ponieść "przetwarzalnej fali" i gromadzę, czasem zupełnie bez sensu, różne klamoty z intencją nadania im w bliższej lub dalszej przyszłości (zazwyczaj jednak tej drugiej:P) nowego życia;) stos dziwnych ubrań dostanych-kiedyś-skądś-od-kogoś piętrzył się już naprawdę dłuuugą chwilę za szafą. ostatnio najzwyczajniej w świecie się wysypał. i to był znak:D zrobiłam wreszcie remanent, wywaliłam to, co się naprawdę nie nadawało, wyprułam wszystkie guziki, zamki i inne krawieckie przydasie, a rzeczy o powierzchniach na tyle dużych, by jeszcze je jakoś wykorzystać, równiutko złożyłam na zgrabną kupkę i specjalnie nie schowałam do szafki, by wykorzystać je już-natychmiast. na pierwszy ogień poszła ołówkowa spódnica, która niestety (na szczęście?;P) na zdjęcie przed "operacją" się nie załapała. kilka pruć, kilka cięć, trochę farby i stary, niemodny ciuch, jak bajkowe brzydkie kaczątko, przemienił się w jak najbardziej eko torbę. jako że normalnie nie cierpię szyć pasków, nie mogłam powstrzymać się, by nie wykorzystać gotowego, wyprutego z niegdysiejszej spódnicy.
do kompletu powstała zakładka z tym samym motywem. przeprosinowa;) do pożyczonej książki, którą mój kochany kot postanowił zrzucić z szafki mi na głowę, zaginając okładkę. choć brzmi to jak potwornie marna wymówka, niestety jest prawdą. pamiętajcie, że życie pisze najbardziej zaskakujące scenariusze! :D


 jak wiadomo, koty paczom. tutaj akurat na siebie nawzajem;) 

wtorek, 21 sierpnia 2012

kot, który dąsał się na ryby

moja koleżanka powinna już dotrzeć do Limy, skąd wkrótce uda się wysoko w Andy, w jakieś totalnie odjechane miejsce, wypełnione śladami bytności Inków. mam nadzieję, że przywiezie caaałe mnóstwo zdjęć (albo jeszcze więcej), bo przepotwornie jej zazdroszczę i chciałabym chociaż przeglądając fotki uszczknąć trochę tej atmosfery:D nie zazdroszczę natomiast warunków klimatycznych, w jakich będzie przebywać przez najbliższe dwa miesiące, czyli ponad 30 stopni dziennej amplitudy i wody zamarzającej nocą w kranach...;)

koleżanka zaopatrzyła się w puchowy śpiworek, więc spokojnie przeżyje nocne przymrozki. ja natomiast zaopatrzyłam jej komórkę w ciepłe i mięciutkie ubranko, które powinno zabezpieczyć telefon przed wszelkimi wysokogórskimi niebezpieczeństwami;) a czemu akurat z kotem, który dąsa się na rybę? nie wiem, tak wyszło;P w sumie powinnam chyba była przyozdobić ten pokrowiec alpaką...:D



środa, 8 sierpnia 2012

opakowana

całkiem niedawno do Polski zawitał Carlo, dla którego ponad rok temu głowiłam się jak zrobić pokrowiec na pałeczki (o ten). tym razem, wraz ze swoją uroczą dziewczyną, Marissą, postawili przede mną nowe wyzwanie;) nasi zagramaniczni znajomi robią cuda z aerografem (zdecydowanie odbiegające od księżycowych landszafcików malowanych letnią porą gdzieś na plażach czy rynkach). poproszona zostałam o zrobienie "domków" na zbiorniczki na farbę. nie mam pojęcia, czy ma to jakąś fachową polską nazwę:D w ogóle czułam się trochę jak dziecko we mgle, kolejny raz robiąc opakowanie na coś, o czym nie mam większego pojęcia. szczęśliwie udało się trafić z rozmiarem, a sakieweczki dotarły już do Holandii. po skończonej pracy mam dwa wnioski:
1) zawsze dotąd starałam się unikać powtarzania wzorów. wykonanie dwudziestu (przynajmniej w założeniu) identycznych przedmiotów utwierdziło mnie w przekonaniu, aby unikać tego nadal:D
2) na cokolwiek by nie były, sakieweczki świetnie układają się w wieże, kostki, domki i co tylko komu przyjdzie do głowy...:D to lepsze niż klocki!:P





wtorek, 31 lipca 2012

papierowe przygody

wspominałam już jakiś czas temu, że długo nie doceniałam scrapów. odmieniło mi się, od kiedy dostałam od LichoNieŚpi przepiękny notes. gdzieś mi wtedy zaświtało w głowie, że fajnie by było kiedyś spróbować...
"kiedyś" okazało się przydarzyć znacznie szybciej niż się spodziewałam. jakieś dwa tygodnie temu na jednym z forów, na którym się udzielam, padł pomysł urodzinowego postcrossingu. momentalnie dałam się ponieść fali entuzjazmu i zabrałam się za wykonanie kartek dla dwóch pierwszych jubilatek. niestety, zadanie było trudniejsze niż mi się wydawało, szczególnie, że kartki miały być utrzymane w dosyć mrocznych klimatach; obawiam się też, że bez gigantycznego zaplecza w postaci stempelków, brokatów, szablonów, naklejków i nie wiadomów-co-jeszczów (:D), trudno jest zrobić coś takiego naprawdę ekstra, jak prace prezentowane przez wszystkie zdolne dziewczyny na scrapowych blogach. jeżeli jestem w błędzie, to bardzo proszę mnie z niego wyprowadzić:D
ostatecznie wyszło jak wyszło, może trochę jak szkolne laurki, ale jak ba pierwszy raz chyba nie najgorzej;P na pewno jeszcze dłuuuga droga przede mną (i całe mnóstwo zakupów^^).






piątek, 6 lipca 2012

na przekór

nie bijcie. ale ja z dwojga złego, to już wolę jak leje niż jak są takie upały;) pewien antropolog powiedział mi kiedyś, że z moim wyglądem prawdopodobnie mam jakieś wikińskie korzenie i coś w tym chyba jest. maksymalna temperatura, przy której normalnie funkcjonuję to około 25 stopni. nie jest letko;P ale od czego jest lemoniada z dużą ilością lodu i miętowa herbatka?^^ szczęśliwie też popołudniami słońce nie zagląda już na nasz balkon, a nawet całkiem nieźle tam powiewa i obiadki można spożywać w całkiem miłych okolicznościach przyrody, ciesząc się taką małą namiastką "wakacji".
dziś, na przekór upałom, naszyjnik i broszka z deszczowymi chmurkami. ciekawe, czy osobie, która przytuli komplecik, będzie w nim choć ciut chłodniej?^^




ps. a na moim ulubionym "japońskim" blogu można dostać taaaaaakie śliczności:D

piątek, 29 czerwca 2012

ubranka na upały

we Wrocławiu dziś jak w tropikach - strach wyjść na zewnątrz, bo powietrze jest gorące i ciężkie od wilgoci, na niebie ani chmurki, za którą choć na chwilę mogłoby schować się prażące słońce. a mi w głowie filcowe ubranka! nie, nie jestem fanką upałów ani sauny i nie mam zamiaru ubierać się w moje tworki... bo mieszczą się w nich tylko komórki:)
wzory dość nietypowe jak na mnie, ale panom misie i kotki, nie wiedzieć czemu, jakoś nie odpowiadały;) oto zły owiec i czaszunia^^

poniedziałek, 25 czerwca 2012

i stała się jasność

i wszystkie już wiemy co dla kogo i kto komu:D zakończyła się właśnie kolejna wymianka na craftladies. tym razem tematem był owocowy koktajl. wszystkie panie stanęły na wysokości zadania i stworzyły prawdziwe cuda:) ja wylosowałam ka.ma.mi.  postanowiłam zrobić dla niej coś praktycznego. szczęśliwie, dla odmiany, nasze gusta są całkiem zbieżne i obdarowana jest zadowolona z prezentu, a ja nie nagłowiłam się nad nim tak bardzo jak przy poprzednim swapie. oto co trafiło do Kasi:
tak wyglądało z zewnątrz, a tak w środku:
Kasia pisała mi, że torba jest już intensywnie użytkowana na zakupach, a saszetka szybko znalazła dla siebie przeznaczenie i teraz pilnie strzeże nieukończonych jeszcze sutaszowych robótek:)
do mnie natomiast przyleciała paczuszka z Pomorza, od LichoNieŚpi. Licho doskonale trafiła w mój gust i zapotrzebowania:) notes marzył mi się od dawna, a kolczyki miały swój wielki debiut podczas mojego wielkiego debiutu;P (o którym innym razem^^), dosłownie 4 dni po otrzymaniu przeze mnie przesyłki:)
poza tym to moje pierwsze własne prywatne scrapy i wire-wrappy. jestem pod wielkim wrażeniem talentu mojej craftki i atrakcyjności tych technik, które troszkę przeze mnie były niedoceniane (zwłaszcza scrapy). do czasu - czyli dopóki sama nie wzięłam ich w łapki:) te wszystkie drobiażdżki i szczególiki - ach, do tej pory jak na nie patrzę, to robię mniej więcej taką minkę: *o*
:D

piątek, 22 czerwca 2012

teatralnie

długi weekend dwa tygodnie temu spędziliśmy w muszkieterskich klimatach, obozując pod zamkiem w Oporowie. z tej okazji zostaliśmy poproszeni przez organizatorkę całego zamieszania o wystawienie dla najmłodszych turystów teatrzyku kukiełkowego.
moja rekonstrukcyjna ekipa zajmuje się wieloma rzeczami, teatrzyk również do nich należy, tylko tak jakoś ostatnio... przykurzył się troszkę;) trzeba było go więc nieco odświeżyć, zinwentaryzować kukiełki, teksty, ponaprawiać to i owo. w ostatecznym rozrachunku uznaliśmy, że przydałaby się nowa bajka. wybór padł na "smoka wawelskiego", a wraz z nim pojawiło się zapotrzebowanie na nowego aktora. i tak narodził się Eustachy:
fot. Damian


 poniżej kilka migawek z naszych radosnych występów, wszystkie autorstwa Tomka Pękali
Jan Świnka wygląda zza kurtyny do naszej (mniej lub bardziej) młodocianej publiczności, a w tle oporowski zamek
Eustachy i król Krak w akcji
teatrzyk od kulis, a na pierwszym planie Eustachy wypoczywający wraz z innymi kukiełkami po wyczerpującym występie


na koniec jeszcze jedna fotka z ostatniego przedstawienia - na bajkach dla dzieci bowiem nie poprzestaliśmy i  przy wieczornej uczcie zaprezentowaliśmy "żywoty kurtyzan". tak, na kukiełki:D