poniedziałek, 22 sierpnia 2011

dzik w trawie piszczy



kilka miesięcy temu (ale mi wstyd _^_) pierwszy raz zobaczyłam i natychmiast zakochałam się w dziczkach wychodzących spod zdolnych rączek Faeriany. kiedy dostałam propozycję wymiany byłam przeszczęśliwa. Faeriana zażyczyła sobie zakupówkę z haftowanym kotem. trochę ;) mi zeszło zanim udało się uporać z zadaniem. tak właściwie to ja nie całkiem lubię haftować. to znaczy nie do końca, ja nienawidzę się po prostu do tego zabierać, potem już jest z górki:D
w związku ze zwłoką i przeciąganiem całej sprawy o co najmniej wieki, jak nie już nawet o nieskończoność;), postanowiłam sprezentować Faerianie "firmowy" breloczek z kociakiem. wiem, że przesyłka dotarła jeszcze w zeszłym tygodniu i że nowa właścicielka torby jest zadowolona. do mnie dziczek zapukał dziś rano. i co tu dużo mówić... jest BOSKI:D

nie przedłużając, oto faerianowa torba







i jeszcze raz dziczek


wtorek, 9 sierpnia 2011

zło i niedobro

no dobra, nie tak całkiem...:D
udało mi się wreszcie odkurzyć swój wirtualny kącik po obronowych trudach. i choć trochę mi to zajęło, powracam z całkiem sporym stosikiem nowych craftowanek. na początek filcowanki (tak trochę coby nie było, że blog filcowanki ma w tytule, a filcu to tu na razie niewiele;P)
chronologicznie wypadłoby to mniej więcej tak:
połowa czerwca, urodziny Madzi, która w kwietniu obdarowała mnie śliczną torbą, nie mogłam więc pozostać dłużna i z okazji jej święta sprezentowałam jej arbuzowe kolczyki. w końcu udało mi się przepołowić filcową kuleczkę nie rozbebeszając jej przy tym doszczętnie! :F


na tym skończyły się czerwcowe słodkości, dalej już tylko zło i niedobro;)
najpierw z okazji dnia ojca, dla zodiakalnego skorpiona, powstał taki potworek:




a następnie w XVII-wiecznych warunkach polowych (tak tak, rekonstrukcja historyczna to kolejne moje hobby, ale o tym innym razem:) ),  gdy panowie ku powszechnej radości okładali się czym popadło po głowach (twierdzili, że to bitwa...) i z braku lepszych zajęć na świat przyszedł mały Cthulhuś




Cthulhuś zyskał powszechną sympatię i opuścił mnie tuż po narodzinach, aktualnie zamieszkuje na zmianę u wujka Levego w Zielonej Górze (on też jest autorem tego urokliwego, tfu, plugawego portreciku), albo w jego pubie (polecam!)